Czas płyną szybko a wraz z nim rosła przyjaźń pomiędzy księciem Sabą a Lyre. Lwiątka co raz częściej wymykały się z pod oczu rodziców by bawić się bez ograniczeń gdzieś po za stadem. Wzbudzało to niepokój rodziców... Tego dnia lwiątka zerwały się na nogi jeszcze przed wschodem słońca nic nie mówiąc rodzicom wymknęły się. Kiedy tylko wzeszło słońce ucieczka lwiątek wyszła na jaw i rodzice pełni obaw o swoje dzieci zaczęli przeszukiwać okolice...
-Saba!!!-wołał Kiwa.
-Lyre!!!-wołała Suerti.
-Gdzie oni mogą być?!-dziwiła się Thema.
-Nie mam pojęcia ale nie podoba mi się to!-powiedział poddenerwowany Sherli.
-Znajdą się to już nie pierwszy raz jak tak znikają...-mówiła z przekonaniem Suerti.
-Tak ale po raz pierwszy zniknęli tak wcześnie...-dodała Thema.
-Nie mam już zdrowia do tych naszych dzieci! Znikają prawie że codziennie...-złościł się Sherli.
-Co poradzić taki wiek skarbie...-mówiła Suerti.
-Mów za siebie. Ja w ich wieku tak nie uciekałam.-powiedziała Thema stanowczo.
-Ale za to uciekłaś jak byłaś dorosła!-zaśmiała się Suerti.
-To nie ma nic do rzeczy! Nie mieszaj tematów!-złościła się Thema.
-Już dobrze przestańcie się burzyć. Najważniejsze żeby znaleźć nasze zguby...-powiedział Sherli.
-Kiwa? Coś ci jest? Jesteś jakoś dziwnie cicho...-zaniepokoiła się Thema patrząc na Kiwe.
-Wszystko w porządku skarbie. Ja tylko się zastanawiam... No bo widzisz... Nasze pociechy znikają regularnie od jakiegoś czasu i zastanawiam się... czy przypadkiem nie znalazły takiego jednego miejsca....-tłumaczył Kiwa.
-Kiwa chyba nie myślisz że...?!-zapytał przerywając Sherli.
-Tak! Tak właśnie myślę!-ucieszył się Kiwa.
-No to na co jeszcze czekamy?!-zapytał podekscytowany Sherli.
-Czy ktoś nam powie o co wam chodzi?!-zapytała Thema.
-Później! Nie ma czasu chodźcie z nami!-zawołał Kiwa i pobiegł z Sherlim na przód.
Thema i Suerti popatrzyły na siebie ze zdziwieniem i pobiegły za swoimi partnerami.
Kiwa i jego przyjaciel Sherli zaprowadzili je do niewielkiego ale gęstego lasku akacji w którym rosło naprawdę rozłożyste i wielkie drzewo akacjowe. Lasek był przepiękny, cały porośnięty egzotycznymi kwiatami i różnymi krzakami, był naprawdę przepięknie a zwłaszcza w okolicy niewielkiej sadzawki. Thema podeszła do sadzawki i przyjrzała się swojemu odbiciu w tafli wody...
-I tymi nic nie powiedziałeś o tak wspaniałym miejscu?-spytała Kiwę oczarowana miejscem Thema.
-Jakoś nie było okazji...-zaniepokoił się Kiwa.
Naglę do uszu rodziców dobiegły jakieś śmiechy. Lwy zaczęły rozglądać się dookoła szukając źródła dźwięku. Lwiątka siedziały wysoko na drzewie akacji śmiejąc się ze zdziwionych rodziców.
-Hahahahahah!-śmiała się Lyre.
-Żałujcie że nie widzicie swoich min!-śmiał się Saba.
-No już złaźcie na dół!-zawołał Kiwa.
-Uch..........-zasmuciły się lwiątka i zeszły do kochanych rodziców serwując im na przywitanie małe uściski.
-Nie gniewajcie się na nas... Proszę!-poprosiła Lyre.
-My tylko się bawiliśmy...-powiedział Saba ze zwieszoną głową w dół.
-Wszystko w porządku.-powiedziała Thema do synka przytulając lekko synka.
-Nie gniewacie się?!-zdziwił się Saba.
-Nie. Ale powinniście mówić nam jak gdzieś idziecie!-powiedział Kiwa.
-Baliśmy się że nam nie pozwolicie...-powiedziała Lyre.
-Na pewno nie...-powiedziała Thema.
-No dobrze lepiej wracajmy do stada. Bo trzeba coś złapać na obiad. Pewnie jesteście głodni?-zapytała Suerti.
-Trochę...-powiedziała Lyre.
-A ja bardzo!-powiedział Saba.
-No to wracajmy!-powiedział Sherli. Wszyscy ruszyli w kierunku obozu swojego stada. Rodzice szli przodem rozmawiając i śmiejąc się z zaistniałej sytuacji... Lwiątka szły na końcu oparę kroków oddalone od rodziców, szepcząc coś sobie do uszu...
-Ej jutro też tam pójdziemy?-zapytała Sabę, Lyre.
-No jasne! Tylko po obiadku...-powiedział Saba gdy naglę głośno zaburczało mu w brzuszku....
-Hahahahaha! No dobrze ty głodomorze!-zaśmiała się Lyre.
Wieczorem kiedy większość stada już zasypiała...
-Kiwa?-spytała Thema.
-Tak?
-Może wyjaśnisz mi w końcu z kont znasz to miejsce w którym dziś byliśmy?
-Widzisz kiedyś jak byłem małym lwiątkiem to znalazłem to miejsce razem Sherlim. To było nasze najulubieńsze miejsce zabaw. Nazwaliśmy ten lasek "Akacjowy Gaj".-wytłumaczył Kiwa.
-Teraz wszystko jasne dlaczego tak ucieszyliście się z Sherlim na myśl o tym miejscu.
-No widzisz... A teraz proszę śpij już bo rano musimy wcześnie wstać na polowanie.-powiedział Kiwa.
-No dobrze jeszcze tylko zerknę czy nasz łobuz śpi.-powiedziała Thema.
-Zostań ja pójdę...-powiedział Kiwa.
-No dobrze...-powiedziała Thema kładąc się spać.
Thema położyła głowę na ziemi, zamknęła oczy i po chwili zasnęła...






.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
