czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 14/ Poranna pobudka

Pewnego dnia Saba zbudził się jeszcze zaledwie dwie godziny przed wschodem afrykańskiego słońca. 
Wszyscy jeszcze spali więc postanowił wybrać się na mały spacer po okolicy. Sabę irytowało jednak brak towarzystwa i ta niezłomna cisza więc postanowił obudzić Lyre... 
-Lyre! Lyre wstawaj!-wołał lewek lekko trącając lwicę łapką. 
-Co? Saba? Czy ty wiesz która godzina?-zapytała podirytowana lwica. 
-Tak wiem... Choć chcę ci coś pokazać!-zachęcał Saba. 
-No już dobrze jeszcze tylko pięć minut...-powiedziała Lyre ponownie szykując się do snu. 
-Nie masz pięciu minut! Wstawaj!
-No dobrze już wstaję ale bądź cicho bo obudzisz moją mamę!-powiedziała szeptem lwica. 
-No choć już! 
-Idę!-powiedziała Lyre i poszła za Sabą. 
Saba i Lyre oddalili się kawałek od śpiącego stada... Saba zaprowadził Lyre na niewielki pagórek z którego świetnie było widać rozciągający się widok Lwiej Ziemi, królestwa sąsiadującego z ich królestwem. 
-No co tak bardzo chciałeś mi tak pokazać?-zapytała zaspana Lyre, nie spostrzegając widoku rozciągającego się tuż za nią. 
-Obróć się to zobaczysz!-powiedział Saba. 
-Jej!-zaniemówiła Lyre.  
Piękno nieba rozpoczynającego się poranka było po prostu nie do opisania. Z każdą minutą ciemne nocne niebo stawało się co raz jaśniejsze. Poranek był jednak wyjątkowo chłodny i Lyre zaczęła marznąć. 
Lwica spojrzała pytająco na Sabe który wpatrzony był w horyzont. W końcu straciła cierpliwość i przytuliła się do niego opierając swoją głowę na jego klatce piersiowej i zamknęła swoje zmęczone oczy. 
-...?Ech... co ty robisz? Tylko mi tu nie zasypiaj!-powiedział speszony Saba. 
-Ech... ja... tylko... ech... Trochę chce mi się spać...-próbowała wytłumaczyć zawstydzona Lyre. 
-Później się wyśpisz zaraz zacznie wschodzić słońce! Chyba nie chcesz tego przegapić, co?
-Nie, pewnie że nie...-powiedziała nieśmiało. 
Czekając na wschód słońca który był już o krok po między lewkami panowała niezręczna cisza. 
Saba zaczął żałować, że zareagował tak zimno wobec Lyre która najwyraźniej chciała tylko się przytulić. 
Postanowił jej to jakoś wynagrodzić tyle że nie bardzo wiedział jak... Nagle ciszę przerwała Lyre: 
-Ej, to chyba już nie?-pyta z niepewnością. 
-Tak zaczęło się! Świetnie!-ucieszył się Saba. 
-Ale to piękne! 
-Nigdy wcześniej nie widziałaś wschodu słońca?-zapytał Seba zdziwiony. 
-Ech, nie.-wyznała Lyre. 
Saba uśmiechną się do Lyre w odpowiedzi i razem oglądali wschód słońca. Wyglądało to zupełnie jakby słońce wychodziło z pierzyny zwanej horyzontem. Z każda minutą słońce było coraz wyżej a niebo przybrało różowo-pomarańczowy kolor. Widok po prostu oczarował Lyre. 
-To było przepiękne! Nigdy tego nie zapomnę... Dziękuje Saba.-powiedziała Lyre i mocno przytuliła Sabe. 
Tym razem Seba odwzajemnił uścisk i nie odepchną młodej lwicy. Trwali tak chwile w przyjacielskich objęciach kiedy zorientowali się że za chwilę obudzą się ich rodzice i zaczną ich szukać. 
-Musimy już wracać jak rodzice znajdą nas tak blisko Lwiej Ziemi to będą bardzo niezadowoleni...-powiedział Saba z delikatnym i czułym uśmiechem na twarzy. 
-W porządku, wracajmy.- powiedziała rozpromieniona Lyre.  
Lwiatka w ciszy wróciły do śpiącego stada i położyły się z powrotem obok swoich matek. Jednak lwiatka nie były już w stanie zasnąć i tylko spoglądały na siebie z zadowolonymi minami... 
-Jeśli nie możesz spać to zamknij tylko oczy bo i tak zaraz nas będą budzić.-wyszeptał Saba i zamkną oczy.
Lyre zachichotała cicho i zamknęła oczy czekając aż stado się obudzi...  

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 13/ "Akacjowy Gaj"

 
Czas płyną szybko a wraz z nim rosła przyjaźń pomiędzy księciem Sabą a Lyre. Lwiątka co raz częściej wymykały się z pod oczu rodziców by bawić się bez ograniczeń gdzieś po za stadem. Wzbudzało to niepokój rodziców... Tego dnia lwiątka zerwały się na nogi jeszcze przed wschodem słońca  nic nie mówiąc rodzicom wymknęły się. Kiedy tylko wzeszło słońce ucieczka lwiątek wyszła na jaw i rodzice pełni obaw o swoje dzieci zaczęli przeszukiwać okolice... 
-Saba!!!-wołał Kiwa. 
-Lyre!!!-wołała Suerti. 
-Gdzie oni mogą być?!-dziwiła się Thema. 
-Nie mam pojęcia ale nie podoba mi się to!-powiedział poddenerwowany Sherli. 
-Znajdą się to już nie pierwszy raz jak tak znikają...-mówiła z przekonaniem Suerti. 
-Tak ale po raz pierwszy zniknęli tak wcześnie...-dodała Thema. 
-Nie mam już zdrowia do tych naszych dzieci! Znikają prawie że codziennie...-złościł się Sherli. 
-Co poradzić taki wiek skarbie...-mówiła Suerti. 
-Mów za siebie. Ja w ich wieku tak nie uciekałam.-powiedziała Thema stanowczo. 
-Ale za to uciekłaś jak byłaś dorosła!-zaśmiała się Suerti. 
-To nie ma nic do rzeczy! Nie mieszaj tematów!-złościła się Thema. 
-Już dobrze przestańcie się burzyć. Najważniejsze żeby znaleźć nasze zguby...-powiedział Sherli. 
-Kiwa? Coś ci jest? Jesteś jakoś dziwnie cicho...-zaniepokoiła się Thema patrząc na Kiwe. 
-Wszystko w porządku skarbie. Ja tylko się zastanawiam... No bo widzisz... Nasze pociechy znikają regularnie od jakiegoś czasu i zastanawiam się... czy przypadkiem nie znalazły takiego jednego miejsca....-tłumaczył Kiwa. 
-Kiwa chyba nie myślisz że...?!-zapytał przerywając Sherli. 
-Tak! Tak właśnie myślę!-ucieszył się Kiwa. 
-No to na co jeszcze czekamy?!-zapytał podekscytowany Sherli. 
-Czy ktoś nam powie o co wam chodzi?!-zapytała Thema. 
-Później! Nie ma czasu chodźcie z nami!-zawołał Kiwa i pobiegł z Sherlim na przód. 
Thema i Suerti popatrzyły na siebie ze zdziwieniem i pobiegły za swoimi partnerami. 
Kiwa i jego przyjaciel Sherli zaprowadzili je do niewielkiego ale gęstego lasku akacji w którym rosło naprawdę rozłożyste i wielkie drzewo akacjowe. Lasek był przepiękny, cały porośnięty egzotycznymi kwiatami i różnymi krzakami, był naprawdę przepięknie a zwłaszcza w okolicy niewielkiej sadzawki. Thema podeszła do sadzawki i przyjrzała się swojemu odbiciu w tafli wody... 
-I tymi nic nie powiedziałeś o tak wspaniałym miejscu?-spytała Kiwę oczarowana miejscem Thema. 
-Jakoś nie było okazji...-zaniepokoił się Kiwa. 
Naglę do uszu rodziców dobiegły jakieś śmiechy. Lwy zaczęły rozglądać się dookoła szukając źródła dźwięku. Lwiątka siedziały wysoko na drzewie akacji śmiejąc się ze zdziwionych rodziców. 
-Hahahahahah!-śmiała się Lyre. 
-Żałujcie że nie widzicie swoich min!-śmiał się Saba. 
-No już złaźcie na dół!-zawołał Kiwa. 
-Uch..........-zasmuciły się lwiątka i zeszły do kochanych rodziców serwując im na przywitanie małe uściski. 
-Nie gniewajcie się na nas... Proszę!-poprosiła Lyre.
-My tylko się bawiliśmy...-powiedział Saba ze zwieszoną głową w dół. 
-Wszystko w porządku.-powiedziała Thema do synka przytulając lekko synka. 
-Nie gniewacie się?!-zdziwił się Saba. 
-Nie. Ale powinniście mówić nam jak gdzieś idziecie!-powiedział Kiwa. 
-Baliśmy się że nam nie pozwolicie...-powiedziała Lyre. 
-Na pewno nie...-powiedziała Thema. 
-No dobrze lepiej wracajmy do stada. Bo trzeba coś złapać na obiad. Pewnie jesteście głodni?-zapytała Suerti. 
-Trochę...-powiedziała Lyre. 
-A ja bardzo!-powiedział Saba. 
-No to wracajmy!-powiedział Sherli. Wszyscy ruszyli w kierunku obozu swojego stada. Rodzice szli przodem rozmawiając i śmiejąc się z zaistniałej sytuacji... Lwiątka szły na końcu oparę kroków oddalone od rodziców, szepcząc coś sobie do uszu...
-Ej jutro też tam pójdziemy?-zapytała Sabę, Lyre. 
-No jasne! Tylko po obiadku...-powiedział Saba gdy naglę głośno zaburczało mu w brzuszku....
-Hahahahaha! No dobrze ty głodomorze!-zaśmiała się Lyre. 
Wieczorem kiedy większość stada już zasypiała...
-Kiwa?-spytała Thema.
-Tak?
-Może wyjaśnisz mi w końcu z kont znasz to miejsce w którym dziś byliśmy? 
-Widzisz kiedyś jak byłem małym lwiątkiem to znalazłem to miejsce razem Sherlim. To było nasze najulubieńsze miejsce zabaw. Nazwaliśmy ten lasek "Akacjowy Gaj".-wytłumaczył Kiwa. 
-Teraz wszystko jasne dlaczego tak ucieszyliście się z Sherlim na myśl o tym miejscu. 
-No widzisz... A teraz proszę śpij już bo rano musimy wcześnie wstać na polowanie.-powiedział Kiwa. 
-No dobrze jeszcze tylko zerknę czy nasz łobuz śpi.-powiedziała Thema. 
-Zostań ja pójdę...-powiedział Kiwa. 
-No dobrze...-powiedziała Thema kładąc się spać. 
Thema położyła głowę na ziemi, zamknęła oczy i po chwili zasnęła... 

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 12/ Nowe przyjaźnie

Niedługo po narodzinach małego księcia Saby do stada z Acacialands dołączyła pewna młoda lwica Suerti wraz ze swoją malutką córeczką Lyre. Jak się później okazało Thema i nowa lwica Suerti znalazły miedzy sobą nić porozumienia gdyż obie znały się jeszcze w dzieciństwie. Maluchy też zdawały się być sobą nawzajem zainteresowanie. Tego słonecznego dnia obie lwice wylegiwały się na słońcu razem ze swoimi dziećmi. Pod czas gdy młode matki starały się lepiej poznać maluchy były wpatrzone w siebie jak w obrazek...
-Suerti dlaczego opuściłaś Lwią Skałę? Źle ci tam było?-zapytała zdziwiona Thema.
-Wiesz... było mi tam dobrze ale po tym jak mój kochany Sherli powiedział że ma przyjaciela który jest władcą stada niedaleko od Lwiej Ziemi to pomyślałam że było by nam tu lepiej... Opowiadał mi że jest tu bardzo ładnie ale nie przepuszczałam że aż tak!
-Tak to prawda że jest tu więcej zielonej roślinności co przyciąga dużą liczbę zwierzyny. Niestety ostatnio była susza ale na szczęście już dobiega końca i zwierzęta które wyemigrowały z tond na tereny Lwiej Ziemi już zaczynają wracać. No mieliśmy w ostatnim czasie problem z wyżywieniem stada... ale na szczęście to już koniec problemów...
-Och a często się to tu zdarza?-zaniepokoiła się lwica.
-Nie mieszkam tu zbyt długo ale Kiwa twierdzi że już długo tu takiej suszy nie było. Więc pewnie nie.
-A ty dla czego opuściłaś Lwią Ziemię? Czy to z powodu tego nieudanego polowania?
-Nie... Nie chcę o tym mówić.
-Wiesz po tym jak zniknęłaś... twoja matka bardzo rozpaczała. Twój ojciec też choć starał się to ukryć...
-Wiem że sprawiłam im przykrość... ale tata wiedział że odchodzę...
-To dlatego miał takie wyrzuty sumienia!
-Nie mogłam im o tym powiedzieć bo by mnie nie puścili...-posmutniała Thema.
-Nie martw się.-uśmiechnęła się do Themy Suerti.
-...-Themie po policzku spłynęła łza.
-Nie powinnam poruszać tego tematu... wybacz...
-Nic nie szkodzi...
-Popatrz! Twój synek chyba polubił moją Lyre.-zaśmiała się lwica patrząc na małego Sabe wpatrzonego w śpiącą Lyre.
-Rzeczywiście!-odrzekła Thema parząc na synka.
-Aż miło patrzeć!
-Tak coś czuję że zostaną dobrymi przyjaciółmi.-uśmiechnęła się Thema patrząc na synka który zaczął już ziewać ze zmęczenia...

środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 11/ Narodziny księcia

 
Po długim oczekiwaniu nadszedł wiekopomny dzień... i Thema wydała na świat ślicznego synka. 
Kiwa był bardzo dumny gdyż jego ukochana małżonka rodząc mu syna zapewniła mu następce. 
Thema urodziła w nocy więc kiedy tylko wzeszło słońce na miejsce przybył Rafiki. Thema ucieszyła się widząc starego przyjaciela. Rafiki zaś zdziwił się jeszcze bardziej gdyż nie spodziewał się że jeszcze kiedykolwiek dostąpi zaszczytu spotkania się z Themą. Uścisną ją na powitanie i zaczą odprawiać rytuał z okazji narodzin księcia, następnie naznaczył malucha specjalnym mazidłem i uniósł wysoko nad sobą tak by wszyscy ze stada mogli podziwiać młodego księcia. Po paru minutach oddał malucha matce i ukłonem oddał szacunek rodzicom, następnie odwrócił się i już zamierzał odejść gdy zatrzymała go Thema. 
-Zaczekaj!-zawołała Thema. 
Rafiki odwrócił się w kierunku Themy. Thema poprosiła męża by na chwilę zajął się synkiem.
-Muszę z tobą porozmawiać.-powiedziała Thema z poważnym wyrzutem twarzy patrząc w oczy Rafikiego. 
-W porządku.-uśmiechną się Rafiki. 
Thema i Rafiki oddalili się kawałek by porozmawiać w cztery oczy. 
-Coś cię trapi moja droga?-zapytał Rafiki. 
-Tak... ale chyba wiesz co... Prawda? 
-Chodzi o twoich rodziców? 
-Tak... wiem że...Nie żyją. 
-Jak się dowiedziałaś?!
-Przez przypadek... 
-Przykro mi... 
-Żałuję że nie pożegnałam się z nimi... 
-Rozumiem... ale nie przejmuj się tym tak. Widocznie tak być musiało....
-....
-Masz teraz własną rodzinę nie możesz się teraz tak smucić tylko zająć się nowymi obowiązkami. 
-Wiem ale... 
-Nie ma ale! 
-Dzięki Rafiki ale od kont odeszłam z Lwiej Skały to dzień i noc o nich myślałam a teraz kiedy już wiem że ich nie ma... och...
-Spokojnie wszystko powoli.... wiem że jesteś twarda i dasz sobie radę! Zawsze to wiedziałem! 
-Dzięki za dodanie otuchy.-uśmiechnęła się Thema. 
-Nie ma za co i nie zapominaj że oni zawsze są z tobą!  
-Dobrze ale nie idź jeszcze!-nalegała Thema.
-Ależ muszę bo zanim się ściemni muszę wrócić na Lwią Ziemię. 
-No dobrze ale mam jeszcze jedno pytanie.
-Co chcesz wiedzieć? 
-Jak się mają moi bracia? Który z nich będzie królem?!
-Och... wiesz... królem został parę dni temu Mufasa a u jego boku królową jest Sarabi. Tak chciał twój ojciec... 
-Biedny Taka pewnie mu ciężko... 
-Wiesz jest jeszcze jedna sprawa... 
-Jaka? Co się stało?! 
-Taka nazywany jest teraz Skazą... ponieważ... ojciec przyłapał go na zdradzie... 
-Co takiego?! Jakiej zdradzie?! O czym ty w ogóle mówisz?! 
-No od pewnego czasu znikał na parę godzin dziennie co bardzo zaintrygowało twojego ojca ... pewnego dnia poszedł za nim i okazało się że on w tym czasie spotykał się z hienami i coś z nimi knuł. Nie wiem więcej Ahadi nic nie chciał powiedzieć. Ahadi twój ojciec bardzo się rozgniewał i w okolicy oka zrobił Skazie ranę która z czasem zamieniła się w bliznę z tond nazwa "Skaza". Dla mnie i tak była to zbyt surowa kara dla młodego Taki który najwyraźniej szukał tylko towarzystwa bo po twoim odejściu jedyną mu bliską osoba pozostała matka. Jednak nie wiem co będzie teraz gdy już jej nie ma...
-To straszne! Nie spodziewałam się że aż tak namieszam odchodząc... 
-Dla tego nie chciałem ci o tym mówić... ale w sumie dobrze że wiesz. Wybacz ale na prawdę muszę już iść...
-Rozumiem a odwiedzisz nas jeszcze kiedyś? 
-Myślę że tak ale niczego nie jestem pewien... Także do zobaczenia moja droga! 
-A i Rafiki obiecaj mi proszę że nie powiesz im że wiesz gdzie jestem. Nie chcę żeby wiedzieli... 
-W porządku masz moje słowo! Powodzenia Thema!-powiedział Rafiki na pożegnanie odchodząc... 



środa, 19 lutego 2014

Rozdział 10/ Złe wieści

 
Kiedy Thema obudziła się następnego ranka Kiwy i grupy łowieckiej już nie było, zostały tyko dwie młodsze lwice czyli Ella i Mitta  i najstarsza lwica Akaira. Akaira była ciotką Kiwy. Thema podniosła się z ziemi i postanowiła dołączyć do pozostałych lwic. 
-Witajcie!-zawołała radośnie Thema uśmiechając się do dwóch brykających ze sobą młodych lwic. 
-O! Witaj wasza wysokość!-odpowiedziała z szacunkiem Mitta. 
-Dzień dobry!-powiedziała Ella. 
-Jak ci się spało wasza wysokość?-zapytała z troską Akaira. 
-Bardzo dobrze dziękuję. Ale mam jakieś dziwne przeczucie...-powiedziała zamyślona Thema. 
-Przeczucie?-zapytała Akaira. 
-Tak jak by coś było nie tak... 
-Nie ma co się na za pas przejmować.-pocieszyła ją Akaira. 
-Kiwa poszedł już z lwicami na polowanie? Prawda?
-Tak wasza wysokość.-odpowiedziała Mitta. 
-Może to nie był jednak najlepszy pomysł... ale...-zakłopotała się Thema. 
-...ale nie było wyjścia.-dokończyła Akaira. 
-Żeby tylko nie złapały ich lwy z Lwiej Ziemi.
-Nie złapią ich. Nie denerwuj się bo zaszkodzisz dzieciom moja droga. Chyba chcesz je urodzić zdrowe?-pouczyła ją Akaira.
-No oczywiście że tak.-odpowiedziała stanowczo Thema. 
Naglę do zgromadzenia lwic dołączył Kiwa a za nim reszta stada. 
-Kiwa?!-co tak wcześnie?!-zdziwiła się Thema. 
-Słuchaj...-mówił zdyszany. 
-Co się stało?!-zaniepokoiła się Thema. 
-Wiem że nie możesz się denerwować ale... no muszę ci to powiedzieć! 
-Co?!-denerwowała się lwica. 
-Twoi rodzice! Nie żyją! 
-Co?! Jak?! Nie to nie... To nie możliwe! Jak? Kiedy? Gdzie?-mówiła ze łzami w oczach załamana Thema. 
-No zwierzęta nam uciekły i musieliśmy pójść nieco głębiej na ich tereny żeby coś upolować... no i w tym momencie ukazała nam się grupa łowiecka z twojego rodzinnego stada. Więc szybko schowaliśmy się w głębokiej trawie. Te zwierzęta to nie były byle jakie zwierzęta, to Antylopy Gnu a one są najsilniejsze! 
Przypatrywaliśmy się bo wiedzieliśmy że takie polowanie może być dość niebezpieczne. Twoi bracia najwyraźniej byli na swoim pierwszym polowaniu bo byli w śród tej grupy i twoi rodzice też. Po za nimi było może jeszcze z pięć lwic a Gnu było chyba z sześć ale to już było nie mądre z ich strony że zaatakowali je i to tylko z wszystkich stron. Zwierzęta nie miały gdzie uciec więc rzuciły się na lwy! Ich pierwszą ofiarą padła twoja matka a twój ojciec rzucił się pod kopyta tych mosiężnych zwierząt by jej pomóc. Niestety żaden z twoich rodziców nie wyszedł z tego z życiem. Skąd wiedziałem że to twoi rodzice pewnie zapytasz? No a z tond że byli to przywódcy a o ile mi wiadomo jesteś księżniczką Lwiej Ziemi czyż nie? No i wyglądali zupełnie tak jak ich opisywałaś w swoich opowieściach. Przykro mi kochanie...-powiedział Kiwa i przytulił płaczącą Themę. Ona jednak wyrwała się i uciekła z płaczem. Kiwa chciał pobiec za nią ale zatrzymała go Akaira. 
-Zostaw ją ona potrzebuje teraz samotności. 
-Biedna... pamiętam jak ja się czułem jak ja straciłem swoich...-powiedział Kiwa. 
-No i jeszcze teraz będzie miała kolejne wyrzuty sumienia że nie odeszła z Lwiej Ziemi bez pożegnania...-przyznała Akaira ze smutkiem.... 
Thema wylewała swoje łzy z daleka od innych członków stada nie mogąc pogodzić się z myślą że jej ukochani rodzice nie żyją.... 

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 9/Zamknięty rozdział życia

Thema/ Cóż... minęło wiele czasu od kont opuściłam Lwią Ziemię. Od tamtej pory nie mam bladego pojęcia co się dzieje z moją rodziną i przyjaciółmi. Mam nadzieję że są tak szczęśliwi jak ja z Kiwą i że moi bracia zajmują teraz godne miejsce na tronie Lwiej Skały. Mam też wielką nadzieję że nie gniewają się za to że opuściłam ich bez słowa pożegnania. Ale powinnam zamknąć ten rozdział mojego życia... W końcu należę teraz do nowego stada, mam wspaniałego męża/króla, sama pełnie zaś funkcję królowej która naprawdę wiele od mnie wymaga. Po za tym za parę tygodni przypadnie mi kolejny zaszczyt... a mianowicie zostanę matką. Szczerze to nigdy nie sądziłam że będę tak szczęśliwa!-myślała sobie w samotności Thema.
Narrator/ Nagle do uszu Themy dotarło wołanie Kiwy.
-Kochanie wszystko w porządku u ciebie?-zapytał troskliwie Kiwa.
-Oczywiście. Niczego mi nie brakuje skarbie.-odpowiedziała z wdzięcznością Thema.
-To dobrze bo muszę dbać o moją królową zwłaszcza że już niedługo urodzi mi małego księcia.-uśmiechną się Kiwa.
-Albo małą księżniczkę.-poprawiła go Thema.
-Nieważne, ważne żeby było zdrowe.-podsumował przyszły ojciec.
-Masz rację kochanie.-odpowiedział z uśmiechem Thema.
-Wierz co odprowadziłem lwice na polowanie... z jedzeniem co raz ciężej.-powiedział zasmucony Kiwa.
-Boje się że po tym jak wydasz na świat nasze dzieci to będziemy musieli się z tond przenieść.- kontynuował Kiwa.
-Dlaczego jest nam tu przecież dobrze?-zapytała ze zdziwieniem Thema.
-Ale większość zebr i antylop uciekło poza granicę Acacialadii, tereny twojego dawnego królestwa.-powiedział z trudem Kiwa.
-Wrócą niedługo... przecież tam za miesiąc zacznie się pora sucha a tutaj częściej padają deszcze i jest bujniejsza roślinność.-powiedziała Thema układając się na ziemi.
-Coś ci jest?!-zapytał zaniepokojony Kiwa.
-Nie tylko maluch kopie.-uśmiechnęła się przyszła matka.
-Chyba już się doczekać nie może kiedy przyjdzie na ten świat.-ucieszył się Kiwa.
-To raczej jego tatuś już się doczekać nie może.- roześmiała się Thema.
-Też prawda skarbie!- powiedział roześmianym głosem.
-A jak sobie radzą Ella i Mitta?- zapytała Thema.
-Doskonale, co dzień są coraz lepsze. To młode lwice z prawdziwym zapałem do polowania.
-To dobrze że coraz szybciej rozrasta nam się stado.-uśmiechnęła się Thema.
-Tak ale teraz odpoczywaj a ja pójdę zobaczyć czy coś złapały.-powiedział troskliwie Kiwa i zostawił Theme samą.
-Ech ciekawe co tam u mojej rodziny...-zasmuciła się lwica. Pewnie za mną nie tęsknią tak jak ja za nimi...
Mama by się ucieszyła gdyby wiedziała że jestem w ciąży. Szkoda że nie mogę jej o tym powiedzieć...-rozmyślała Thema a z oczu spływały jej słone łzy.
Narrator/ Nagle do Themy dołączyły pozostałe lwice ze stada Acalialands wraz z Kiwą.
-Już wróciliśmy!-wykrzykną radośnie Kiwa.
-Mamy tylko jedną antylopę ale powinno wystarczyć.-powiedziała Kingira.
-Wystarczy.- powiedziała Thema.
-Wcale nie! Nie dla mojego stada!-powiedział zdenerwowany Kiwa.
-Nie denerwuj się tak może jutro będzie lepiej.-pocieszyła go Thema.
-No nie wiem z dnia na dzień jest coraz gorzej...-załamał się Kiwa.
-To może jutro pójdziesz z lwicami zapolować na Lwią Ziemie?-zapytała Thema.
-Nie możemy tonie nasze terytorium.-powiedział Kiwa.
-Ale jeszcze jakiś czas temu byłeś tam na polowaniu i wtedy właśnie poznałeś mnie!-powiedziała Thema.
-To był jednorazowy lub dwurazowy wyjątek.-odpowiedział zakłopotany Kiwa.
-No to będzie trzeci wyjątek.-odpowiedziała Thema.
-W porządku ale to już ostatni raz!-uprzedził całe stado Kiwa.
-Tak bo Ci uwierzę!-zaśmiała się Thema a wraz z nią całe stado wybuchło śmiechem. Kiwa wobec roześmianego stada stał z nadętą miną.
-No już dobrze tylko żartowałam skarbie.-uśmiechnęła się pogodnie Thema uspokajając męża i stado.
Narrator/ Kiedy śmiech umilkł na dobre wszyscy zorientowali się że jest już późno i wszyscy udali się na spoczynek. Następnego ranka kiedy Thema jeszcze spała, Kiwa udał się z grupą łowiecką na tereny Lwiej Ziemi...