czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 14/ Poranna pobudka

Pewnego dnia Saba zbudził się jeszcze zaledwie dwie godziny przed wschodem afrykańskiego słońca. 
Wszyscy jeszcze spali więc postanowił wybrać się na mały spacer po okolicy. Sabę irytowało jednak brak towarzystwa i ta niezłomna cisza więc postanowił obudzić Lyre... 
-Lyre! Lyre wstawaj!-wołał lewek lekko trącając lwicę łapką. 
-Co? Saba? Czy ty wiesz która godzina?-zapytała podirytowana lwica. 
-Tak wiem... Choć chcę ci coś pokazać!-zachęcał Saba. 
-No już dobrze jeszcze tylko pięć minut...-powiedziała Lyre ponownie szykując się do snu. 
-Nie masz pięciu minut! Wstawaj!
-No dobrze już wstaję ale bądź cicho bo obudzisz moją mamę!-powiedziała szeptem lwica. 
-No choć już! 
-Idę!-powiedziała Lyre i poszła za Sabą. 
Saba i Lyre oddalili się kawałek od śpiącego stada... Saba zaprowadził Lyre na niewielki pagórek z którego świetnie było widać rozciągający się widok Lwiej Ziemi, królestwa sąsiadującego z ich królestwem. 
-No co tak bardzo chciałeś mi tak pokazać?-zapytała zaspana Lyre, nie spostrzegając widoku rozciągającego się tuż za nią. 
-Obróć się to zobaczysz!-powiedział Saba. 
-Jej!-zaniemówiła Lyre.  
Piękno nieba rozpoczynającego się poranka było po prostu nie do opisania. Z każdą minutą ciemne nocne niebo stawało się co raz jaśniejsze. Poranek był jednak wyjątkowo chłodny i Lyre zaczęła marznąć. 
Lwica spojrzała pytająco na Sabe który wpatrzony był w horyzont. W końcu straciła cierpliwość i przytuliła się do niego opierając swoją głowę na jego klatce piersiowej i zamknęła swoje zmęczone oczy. 
-...?Ech... co ty robisz? Tylko mi tu nie zasypiaj!-powiedział speszony Saba. 
-Ech... ja... tylko... ech... Trochę chce mi się spać...-próbowała wytłumaczyć zawstydzona Lyre. 
-Później się wyśpisz zaraz zacznie wschodzić słońce! Chyba nie chcesz tego przegapić, co?
-Nie, pewnie że nie...-powiedziała nieśmiało. 
Czekając na wschód słońca który był już o krok po między lewkami panowała niezręczna cisza. 
Saba zaczął żałować, że zareagował tak zimno wobec Lyre która najwyraźniej chciała tylko się przytulić. 
Postanowił jej to jakoś wynagrodzić tyle że nie bardzo wiedział jak... Nagle ciszę przerwała Lyre: 
-Ej, to chyba już nie?-pyta z niepewnością. 
-Tak zaczęło się! Świetnie!-ucieszył się Saba. 
-Ale to piękne! 
-Nigdy wcześniej nie widziałaś wschodu słońca?-zapytał Seba zdziwiony. 
-Ech, nie.-wyznała Lyre. 
Saba uśmiechną się do Lyre w odpowiedzi i razem oglądali wschód słońca. Wyglądało to zupełnie jakby słońce wychodziło z pierzyny zwanej horyzontem. Z każda minutą słońce było coraz wyżej a niebo przybrało różowo-pomarańczowy kolor. Widok po prostu oczarował Lyre. 
-To było przepiękne! Nigdy tego nie zapomnę... Dziękuje Saba.-powiedziała Lyre i mocno przytuliła Sabe. 
Tym razem Seba odwzajemnił uścisk i nie odepchną młodej lwicy. Trwali tak chwile w przyjacielskich objęciach kiedy zorientowali się że za chwilę obudzą się ich rodzice i zaczną ich szukać. 
-Musimy już wracać jak rodzice znajdą nas tak blisko Lwiej Ziemi to będą bardzo niezadowoleni...-powiedział Saba z delikatnym i czułym uśmiechem na twarzy. 
-W porządku, wracajmy.- powiedziała rozpromieniona Lyre.  
Lwiatka w ciszy wróciły do śpiącego stada i położyły się z powrotem obok swoich matek. Jednak lwiatka nie były już w stanie zasnąć i tylko spoglądały na siebie z zadowolonymi minami... 
-Jeśli nie możesz spać to zamknij tylko oczy bo i tak zaraz nas będą budzić.-wyszeptał Saba i zamkną oczy.
Lyre zachichotała cicho i zamknęła oczy czekając aż stado się obudzi...